Afirmacje, które nie działają - modlitwy, które nie czynią cudów.

Kochani, chciałem napisać o czymś, co według mnie powinniście przeczytać do końca. Dlaczego? Bo nigdy nie wiemy, kiedy ta wiedza może się stać nam pomocna. Specjaliści od wszelkiego rodzaju terapii naturalnych, kwantowych i innych holistycznych sposobów kreowania rzeczywistości grzmią, że „tu i teraz” możesz dokonywać pozytywnych zmian w swoim życiu. Wystarczy tylko pozytywne nastawienie, odpowiednia afirmacja lub modlitwa do Wszechświata, Boga, Źródła itp. i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki inicjujemy wszechobecne w naszym życiu bogactwo i zdrowie. Niektórzy wyciągają ręce do góry, inni używają przedmiotów "magicznych", ale niemal wszyscy mówią tym samym głosem. Przystępujemy zatem do kreowania. Mija dzień, tydzień, miesiąc, rok i nic. Zmian jak nie było, tak nie ma. Stwierdzamy, że to bujda i zapisujemy w mózgu kolejną informację: to ściema, to nie działa.
Ciekaw jestem, czy choć raz zastanowiliście się nad tym: dlaczego nie działa? Może robiliście coś nie tak lub nauczyciele są zbyt słabi, by zainicjować zmiany? Moim zdaniem ani jedno, ani drugie oraz i jedno i drugie zarazem. Paradoksalnie to brzmi, ale zaraz wytłumaczę o co chodzi, w tej czaro-marownej grze.
Zastanówcie się przez chwilkę: jak chcecie przekonać siebie i swoją podświadomość, że afirmacja: Jestem bogaty/a - to fakt możliwy do zaistnienia? Na koncie debet, dwa kredyty do spłacenia, wydatki na dzieci, sypiące się auto, a my wmawiamy sobie, że oto jesteśmy bogaci. Sami w to nie wierzymy, a co dopiero nasza podświadomość, czy wyżej idąc Wszechświat. To trochę wygląda tak, jakby głuchy od urodzenia człowiek chciał sobie wmówić, że od teraz słyszy. Tylko, że nawet jeden raz w swoim życiu nie zaznał uczucia związanego ze śpiewem ptaków czy szumem morskiej wody.
To w czym tkwi problem? No właśnie. W czym?
Afirmacje polegające na wmawianiu sobie, że mamy teraz taki to, a taki stan nie są przekonujące. Ale gdy zmienimy je odrobinę, zmodyfikujemy na zjadliwe formy dla siebie i naszej podświadomości, wtedy efekt może być zgoła odmienny. To znaczy, z nie-efektu może powstać efekt. Odpowiedzmy sobie najpierw na pytanie: w jakiej sytuacji czuliśmy się najlepiej? Dla jednych będzie to jedzenie czekolady z orzechami, dla innych kąpiel w morzu, a jeszcze innych popijanie soku z bananów. To musi być moment, który przeżyliśmy choć raz w życiu, coś wspaniałego, czym pamiętamy jak o najcudowniejszym wrażeniu czy odczuciu, jakiego doznaliśmy. Gdy już ustalimy co to takiego, zróbmy mały eksperyment. W momentach stresujących wielokrotnie powtarzajmy sobie zmodyfikowaną afirmację w stylu: jestem spokojny/a, zadowolony jak wtedy, gdy.... (i tu podajemy ten najcudowniejszy moment, który przeżyliśmy). Wielokrotnie powtarzana w ten sposób afirmacja, wywoła w nas podobne lub nawet takie same odczucia, jak wtedy. Nasza podświadomość oszaleje ze szczęścia i zaraz ochoczo weźmie się do realizacji.
Sprawdźcie jak to zadziała.
W ten sposób niejednokrotnie udało mi się zainicjować zmiany u wielu osób. Nawet natychmiastowe, bez jakiejkolwiek zwłoki. Docierałem do tego, czego oni sami nie są w stanie z siebie wydobyć. Nie zawsze wszystkie odczucia działają na wszystkie sytuacje, które trzeba wykreować. Ale poeksperymentujcie i podzielcie się ze mną swoimi doświadczeniami.
Powodzenia!