Kuszenie Wróża
Nad śródmieściem Warszawy szykuje się noc. To, jedna z tych, szalonych nocy, gdy wyż i pełnia księżyca wyzwalają w nas przedziwne instynkty, a także pobudzają kosmos niespodzianych emocji - wybuchających z byle powodu. Miasto kipi. To słychać i czuć. Karetki, policja i straż - jeżdżą bez przerwy.
Do (nieistniejącego dziś) Salonu Wróżb przy ul. Złotej wpada dziewczyna. Atrakcyjna – to mało powiedziane. Jest śliczna. Mimo gestu, wskazującego krzesło naprzeciw – ona siada na krześle obok mnie. To, co ma na sobie, bardziej ją rozbiera - niż ubiera. A może to tylko takie wrażenie? Wróżbita, gdyby ktoś miał wątpliwość, bywa najczęściej zupełnie zdrowym facetem. Rozmowa nasza dotyczy przyszłości; mowa jej ciała – już niekoniecznie. Główny wysiłek zawodowy wróża polega teraz na tym, aby...trzymać ręce przy sobie. Dziewczyna nie robi żadnych niewłaściwych gestów, jednak, na maksa chyba, włączyła swe siły przyciągania.
Wróżbicie przychodzi do głowy pierwsza złota myśl – trzeba by czegoś się przytrzymać. Może kart? To pomaga i ręce przestają do niej uciekać. Jest pierwsze zwycięstwo, lecz nadal pozostaję w defensywie. A, to - nie jest, bynajmniej, postawa pomocna w usługach ezoterycznych. A, na dodatek, mimo spokoju w rękach, mogą przecież włączyć się inne niebezpieczeństwa; mogą zadziałać różne funkcje i dźwignie, co nie pozwoli na dobrą pracę.
I wtedy przychodzi do głowy druga złota myśl. Wróż (czyli ja) wstaje, obchodzi stolik wokół i mówi –No tak, proszę pani, teraz dla lepszej, naszej koncentracji na pani problemach...powinniśmy przesadzić panią tutaj. Wskazuję krzesło po drugiej stronie stolika i dziewczyna grzecznie tam siada. I to jest drugie zwycięstwo. Nie zagrażają nam fluidy, które przed chwilą jakby przeskakiwały z jednej postaci na drugą.
Czy, to, jednak już zwycięstwo? Bo pojedynek trwa, bo ona nie powiedziała ostatniego słowa. Odsuwa się teraz z krzesłem od stolika, pokazując nogi, kolana, mini-spódniczkę, no i majtki. Mimo to, w kwestii opanowania się wróża… jest dobrze. Drżenie rąk ustało. Ale teraz następuje z jej strony chyba kulminacja gorącej wojny. – Czy mogę sobie rozpiąć zameczek przy spódniczce? – pyta dziewczyna z niby uśmiechem – trochę mnie to ciśnie, a chciałam też – jak i pan pewnie chciał – otworzyć się przed panem… - Proszę bardzo – odpowiadam. Rozpinanie się dziewczyny nie tworzy idealnego klimatu pracy.
Na szczęście, zgoda na tę rozbiórkę okazuje się ostatecznym zwycięstwem, bo za chwilę ona spuszcza z tonu, zapina się starannie i nadto próbuje bez przerwy naciągać mini na kolana, ale wtedy u góry pokazują się majtki, więc ona tę spódniczkę ciągnie znów do góry. I tak wkoło Wojtek. To też nie są dla wróża łatwe chwile, lecz czuję, że już chyba się nie ślinię i wygrałem i nie polegnę, nawet gdybym chciał...
A potem zgodnie oboje zajmujemy się już tylko tym piwem, które ona wcześniej naważyła i które w przyszłości będzie musiała wypić. Albo i nie! Pogląd, że świat jest sprawiedliwy – bywa złudzeniem różnych, niepoprawnych idealistów…
Janusz JAsny