Magia jest kobietą
Są różne rodzaje magii naturalnej. Są naturalne zdolności uleczania energią, ktoś inny ma zdolności do telekinezy. Skąd one się biorą - nie wiem. Nie jestem naukowcem, ale wiem skąd się bierze magia kobiet - ta najpierwotniejsza, która przez setki tysięcy lat prowadziła ludzkość. Ta, do której zwracali się królowie, cesarze, prezydenci... Z magią kobiet, czyli rozwiniętą intuicją wiąże się też zielarstwo. Nie wzięło się z „powietrza”, ani dzięki druidom czy innym kapłanom klasycznej Starożytności. Wiedza o leczniczych właściwościach roślin nie pojawiłaby się, gdyby nie jedna wrodzona cecha płci żeńskiej. Gdyby nie przewaga estrogenu nad testosteronem podczas tworzenia się osobnika żeńskiego. Testosteron automatycznie blokuje tę zdolność. Im go więcej u osobnika jakiejkolwiek płci, tym mniejsza szansa na „talent „.

Hormony te zaczęły się prawdopodobnie wykształcać już u osobników gatunku Neandertalczyków, ponieważ jest w nauce parę wzmianek o samicach, które wiedzione szóstym zmysłem uczyły się, którymi roślinami można wyleczyć np. złamane kości. Bez trudu odnajdywały składniki, które były zdatne do spożycia, nie trujące. Wiele gatunków ssaków ma jeszcze taką właściwość. A część nigdy jej nie miała lub ją utraciła. Być może ze względu na przebywanie w otoczeniu człowieka ,bądź też przez skażenie środowiska.
Samice Neandertalczyków z roślin przygotowywały pożywienie. I bynajmniej nie musiały czekać czy samce przyniosą upolowane zwierzę czy nie. Nie były więc od nich zależne, jak to się lubi przedstawiać. Dzięki roślinom, nie dość, że miały posłuch, to jeszcze były samowystarczalne żywieniowo. Nawet zimą, bo gdyby nie potrafiły nawet wtedy nic znaleźć, całe stado mogłoby wymrzeć. W każdym razie nie siedziały i tak cały czas „przy garach”, tylko też brały udział w polowaniach. Czy to na małe łupy, czy na większe.
Szacunek do „magii” kobiet potęgowała rodząca się świadomość tego, że Ziemia daje te rośliny, które leczą i żywią. Była Matką dającą życie. Również, z jakiś względów w czasie zmian genetycznych, samice zaczęły dłużej żyć (nie zaradzały się po prostu na śmierć, jak samice innych gatunków, rodzące do późnej starości, tylko z czasem utraciły tę zdolność), i spotykały się trzy pokolenia kobiet-staruszka, matka i córka. To wiązało się z cyklem przyrody – wiosna, lato, zima. W pewnym momencie, ze względu na umiejętności lecznicze, na to, że dawały życie, że nie umierały podczas utraty krwi miesięcznej, choć powinny, oddano kobietom przewodnictwo stadu i wszystkie „magiczne” czynności w życiu - malowidła ( udowodniono, że „podpisy” pod malowidłami, ze względu na drobną budowę dłoni, były kobiece), opiekę nad ogniem. Być może opanowały go kobiety, ponieważ są w historii wzmianki, że już plemiona neandertalskie to samicom powierzały troskę nad ogniskami otaczającymi obozowiska. Nie wiadomo czemu. Faktem jest, że przez historię przewijają się ciągle wątki strażniczek świętego ognia.
Poza estrogenem wypierającym testosteron, który blokuje zdolność przewidywania zdarzeń rozwiniętą z szóstego zmysłu ze świata zwierząt samice ludzkie nabyły w toku ewolucji jeszcze dwie cechy budowy mózgu, które postawiły je na czele stad i czyniły je „magicznymi”. To brak oddzielenia między półkulami, który powoduje szybsze kojarzenie faktów. I także, poza estrogenem, zdolność przewidywania sytuacji. Drugą cechą budowy mózgu jest 20 mln szarych komórek więcej niż w mózgu mężczyzny, które pozwalają kobietom 10 x szybciej myśleć. Musiało to następować w czasie epoki kamienia.
Skutkiem tego wszystkiego była Epoka Matriarchatu. Rozkwit harmonii w ludzkim Świecie. Rozkwit kultury w Sumerze-kolebce wszystkich kultur. W Państwach-Miastach: na Krecie, w żyznym Półksiężycu Bliskiego Wschodu i w innych częściach Świata panowały Kapłanki Matki Ziemi. Po pewnym czasie, kiedy młody syn-małżonek postanowił się zbuntować i podbić inne plemiona, na Nieboskłonie, zamiast Białej Bogini Luny, zaczął panować bóg - słońce. Miał piorun w ręku, dawny atrybut Bogini. Mieszkał daleko od ludzi na wysokiej górze. A Matkę uśmiercił, jak Marduk Tiamat. Dawne Kapłanki zostały wymordowane lub na siłę wydane za mąż. Wiedza, którą Staruszka przekazywała Matce, a ta córce-Dziewicy (wiecznie wolnej od władzy mężczyzny ,w tłumaczeniu słowa hebrajskiego), została potępiona. W dzień Mądre Kobiety, dzierżące wiedzę jeszcze z Epoki Kamienia były ścigane. W nocy zaś i tak zwracano się do nich po pomoc. Same przekonane o swoim piekielnym pochodzeniu, zatracały poczucie więzi z poprzednimi pokoleniami i szukały schronienia w jaskiniach, na obrzeżach lasów.
Z dala od ludzi. Dawne strażniczki obozowisk i miast, amazonki, kapłanki miłości, cyklicznie oddające się z własnej woli mężczyźnie dla płodności Ziemi, zamieniono na potulne, czyste dziewczątka siedzące wokół ognia w świątyniach. Kobiety odcięto od ich Mocy i wiedzy...
Teraz kiedy powoli to wszystko wraca, mamy, zamiast silnych czarownic i Mądrych Kobiet, jakiś nowotwór medialny - wróżkę. Która to nazwa jest używana, przynajmniej w pozostałych krajach, dla określenia Dzwoneczka, małego „czegoś” z tęczowymi skrzydełkami, w kusej sukieneczce, bzyczącego przy głowie...
O spadkobierczyniach Szamanek i Wiedźm - Szeptuchach, dopiero na nowo się słyszy. Z tymże prawdziwa Wiedźma - Mądra Kobieta nigdy nie wróci, jeśli wiedzy Szeptuch i wróżek nikt nie połączy. I nie wiem, czy Szeptuchy są do końca Wiedźmami, jeśli kierują się po pomoc do Biblii. Mają moc uzdrawiania. To jest najważniejsze. Chciałabym, żeby ta Wiedźma wróciła. Ale przed ludzkością jeszcze daleka droga. Najpierw trzeba reanimować Matkę. A to przy takim pędzie, przy masowości wszystkiego, przy braku szacunku do Ziemi, nie jest na razie możliwe...
Źródła : Głównie książka „Kapłanki, amazonki i czarownice „ J.Żylińska
Oraz najnowsze odkrycia archeologiczne