Dlaczego On milczy?
Wracasz do domu po udanym spotkaniu. Było naprawdę miło. Twój bez wątpienia przystojny towarzysz był szarmancki, zabawny, uważnie słuchał, co mówisz i potrafił, używając niewielu słów, odpowiedzieć ripostą równie celną, co skłaniającą do myślenia. Rozmowa toczyła się bez czucia upływającego czasu. Wymieniliście się numerami telefonów nieco wcześniej, bo to przecież nie pierwsza randka, wszystko zdaje się wskazywać na to, że ta właśnie znajomość rozwinie się pięknie, może nawet przeistoczy się w coś znacznie głębszego, niż się spodziewasz.
Odwieszasz płaszcz do szafy, zdejmujesz buty, otrzymany bukiet różyczek (skąd on go wytrzasnął o tej porze?!) wstawiasz do wazonu. Nastawiasz ekspres do kawy albo, co równie dobre, czajnik. W oczekiwaniu na herbatę, uśmiechając się błogo, rzucasz okiem na telefon, spodziewając się jakiegoś co najmniej SMS-a z podziękowaniem, podsumowaniem spotkania albo choćby drobnym komplementem – i stajesz jak wryta.
Nic.
Myślisz sobie: dobra, może jeszcze nie zdążył wrócić do siebie, ostatecznie dopiero co weszłam do domu a przecież był na tyle uprzejmy, że odprowadził mnie pod drzwi, ma dość daleko – w porządku, poczekam. Parzysz kawę/herbatę, ale w głowie zaczynają kotłować się coraz dziwniejsze myśli. Dlaczego nie dzwoni, dlaczego nie pisze, przecież minęło już pół godziny, gdzie tam – godzina, a telefon jak nie brzęczał, tak nie brzęczy. Niech to! Może jednak nie spodobałam mu się tak, jak sądziłam, może jednak ten fantastyczny nastrój, w jakim spędziłam ostatnie kilka godzin, był tylko elementem gry aktorskiej, może to było nasze ostatnie spotkanie. Ale jak to: ostatnie? Przecież wszystko doskonale się układało. Więc skąd ta cisza? Dlaczego on milczy?!
Prostota męskiego umysłu
Odpowiedź na powyższe pytanie nie musi być jednoznaczna. Tak, jak różne są drzewa w parku, tak różni są mężczyźni i ich umysły. Patrząc na drzewa, możemy wszak wymienić pewne ich elementy wspólne: o, tu jest pień, tu korzeń, tu gałęzie i liście… no tak, albo igły, ale mniejsza o to: oto coś, czym drzewo robi fotosyntezę.
Z męskimi umysłami, ukształtowanymi milionami lat ewolucji, jest, w gruncie rzeczy, dość podobnie; niby każdy jest inny, ale pewne wspólne cechy dają się jednak wyłączyć przed nawias. Które?
Męski umysł działa zazwyczaj jednotorowo. Mówiąc prościej, rzadko zdarzają się mężczyźni z podzielnością uwagi, zdecydowana większość z nich skupia się jednocześnie na jednej czynności. Jest to cecha, która miliony lat temu pomagała nie zaśmiecać sobie głowy niepotrzebnymi w danej chwili faktami w momencie, gdy należało się skupić na upolowaniu tego właśnie zwierza w celu wykarmienia siebie i współplemieńców. Co prawda nie biegamy już po plejstoceńskiej sawannie, zmiany ewolucyjne mają jednak pewną inercję – i coś z tego, o czym wspomniano, w męskich umysłach jednak pozostało.
Należy o tym pamiętać, bo, wracając do hipotetycznej sytuacji opisanej we wstępie, być może mężczyzna właśnie jedzie samochodem do domu, co nie tylko wyklucza z definicji korzystanie z telefonu, ale przede wszystkim zmusza do skupienia się na prowadzeniu auta. A może właśnie dotarł do mieszkania i zajmuje go bez reszty kwestia ataku gordyjskiego węzła, którym niespodziewanie uraczył go jego własny, wcześniej misternie związany podwójnym windsorem krawat i właśnie, klnąc na czym świat stoi, dzielnie stawia mu czoła, więc zwyczajnie nie ma głowy do rozmowy z Tobą czy pisania sms. A może już sobie przeklętym supłem poradził, ale zaplątał się we własne nogawki. Wreszcie – może nawet nogawki rozłożył na łopatki i siedzi sobie przed książką czy telewizorem, skupiając swoją uwagę na tym, co widzi, a nie na rozpamiętywaniu wydarzeń minionego wieczoru?
Co można zmierzyć…
Właśnie: skupił się na czymś innym. Na czymś, co można zmierzyć. To kolejna immanentna cecha typowo męskiego umysłu. Mężczyzna poświęca uwagę przede wszystkim faktom, czemuś, co można zmierzyć, zważyć, co można zdefiniować zamkniętym zbiorem cech. Jeśli mówi - to zwykle wszystko, co chce, aby zostało powiedziane. Nie w głowie mu niuanse, niedopowiedzenia, czytanie, a tym bardziej pisanie między wierszami. Jeśli podziękował za udany wieczór, zrobił to właśnie i nic więcej: wyraził wdzięczność za wspólny czas, który, w jego opinii, nie został zmarnowany. Zresztą nawet jeśli nie do końca tak sądził, to nieco nieszczere na pierwszy rzut myśli podziękowanie wynika z tego, że w jego opinii spotkanie może nie przebiegło tak, jak by tego oczekiwał – ale ma nadzieję, że następnym razem będzie lepiej. Tak czy inaczej – podziękował, powiedział „do widzenia” (właśnie: „do widzenia”, a nie: „żegnam!”) – i kwita. Rozdział zamknięty, otwarcie kolejnego za jakiś czas. Po co, u licha, jeszcze pisać sms?!
...i czego nie można
Oczywiście powyższy przykład to najprostsza z możliwych sytuacji. Nie można przecież zakładać, że odbiór randki dla dwojga jest taki sam. Możliwe, że mężczyzna czuje się czymś zaniepokojony, rozczarowany, może musi przemielić w głowie to wszystko, co się wydarzyło. Być może nie zrobi tego od razu, być może musi oczyścić umysł i przez chwilę nie myśleć o tym – wówczas pewnie wróci do tematu nazajutrz bądź za kilka dni.
Może być i tak, że inne rzeczy absorbują mężczyznę w stopniu, który nie pozwala się skupić na pielęgnowaniu relacji damsko-męskich. Pamiętajmy, że lista priorytetów u mężczyzn może wyglądać nieco inaczej, niż u kobiet. Może ma trudniejszy okres w pracy, może w rodzinie coś nie działa tak, jak powinno, może ktoś z jego bliskich zachorował i to na walkę z chorobą, bądź jakimkolwiek innym kryzysem, poświęca teraz wszystkie posiadane zasoby z czasem na czele.
Berserk!
Wymieniony wyżej przypadek splątanego krawata czy wnyk, w jakie przedzierzgnęły się nogawki spodni, dość dobrze ilustruje kolejny aspekt poruszanego tematu. Najbardziej chyba fascynującą cechą męskiego umysłu jest jego zdolność do działania w dwóch trybach. Pierwszy, nazwijmy go trybem spoczynkowym, działa na co dzień, to jest w sytuacjach, gdy nie daje się zauważyć żadnego grożącego niebezpieczeństwa. Działając w tym właśnie trybie mężczyźni zwykle działają spokojnie, wręcz trochę ospale, rzec można: na pół gwizdka, często dając kobietom prawo do posądzeń o bezproduktywne lenistwo. To tryb, który można porównać do stanu, w jakim znajduje się najedzony drapieżnik: leży sobie taki, powiedzmy, kot, obserwuje świat i nawet jeśli jakaś mysz wystawi pyszczek z nory, zostanie obdarzona co najwyżej leniwym spojrzeniem – i basta. Żadnej gwałtownej reakcji. Bo po co?
Jak nietrudno się domyślić, stanem przeciwnym do stanu spoczynkowego jest stan pobudzenia, uruchamiany wówczas, gdy pojawia się jakieś, dowolnie przez mężczyznę definiowane, zagrożenie. Wówczas męski umysł przestawia się na tryb, który nazwijmy „berserkiem”. O tym, co się dzieje wówczas w mózgu, specjaliści wiedzą pewnie dość sporo, a niniejszy tekst nie ma pretensji do miana pracy naukowej – dlatego wystarczy powiedzieć, że w tym trybie punkt decyzyjny męskiego działania przesuwa się ku pniu mózgu, więcej pojawia się odruchów niż rozważnego planowania czego ostatecznym rezultatem jest wejście w tryb walki.
Natężenie tego trybu nie zawsze jest jednakowe, jednak jego objawy pojawiają się zawsze, ilekroć mężczyzna stoi w obliczu konkretnego problemu, który musi rozwiązać. Czy jest to nowy projekt, którego podjął się w swojej pracy, czy zepsuty toster w domu, czy konieczność dokonania codziennych zakupów – poziom trybu berserka w każdej z wymienionych sytuacji będzie, oczywiście, inny, niemniej w każdym chodzi o to samo: mężczyzna staje w obliczu przeciwności, której stawia czoła – i to właśnie ma dla niego w tej chwili najwyższy priorytet.
To nie znaczy, że kobiety w tym trudniejszym okresie mniej istotne od wszystkiego, z czym mężczyzna musi się mierzyć. Oznacza to jednak, że w tej chwili jego umysł zajęty jest czymś innym, a sumując to z omówioną wyżej jednotorowością męskiego myślenia – dochodzimy do nieuniknionego wniosku, że w takiej sytuacji po prostu trzeba chwilkę poczekać. Co ważne, nie należy wówczas mężczyzny za bardzo rozpraszać, a już na pewno nie bombardować bez ustanku wiadomościami albo domagać się jego uwagi; robiąc to, można tylko niespodziewanie spiętrzyć jego przejściowe trudności poprzez dokładanie bodźców, a wreszcie zaszkodzić jemu, relacji, ostatecznie zaś – sobie samej.
Co robić?
Tysiąclecia powtarzanego procesu dobierania się w pary wykształciły przecież odpowiednią procedurę postępowania. Jej echa widoczne są w naszej kulturze, choć niestety już nie każdy je dostrzega. A przecież każdy wie: to mężczyzna stara się o kobietę, ale to kobieta wybiera sobie mężczyznę. Taki wzór działał przez stulecia i zaczął się chwiać dopiero niedawno; doba konsumpcjonizmu doprowadziła nas do sytuacji, w której, przyzwyczajeni do tego, że mamy wszystko „na już”, straciliśmy – jako gatunek – cierpliwość. Nikt nie chce czekać, co się wydarzy – i stąd właśnie dziwaczne pytania kotłujące się w głowie, stąd ciągłe zerkanie na telefon w oczekiwaniu… no właśnie: na co właściwie?
Podsumowując zatem: dlaczego on milczy? Dlatego, że ma powody. Choć może sam nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. Może musi dojrzeć do tego, by się odezwać, może musi przemyśleć kilka spraw, może ma na głowie coś, co w tej chwili nie daje mu spokoju.
Odłóżmy więc telefon, skupmy się na czymś innym. Poczekajmy cierpliwie. Jeśli mu zależy – odezwie się. Słowo!